Szafa pełna skarbów

szafa obfitości

Otwieram szafę i coś chce wypaść. Otworzyłam szafę i… torebki są ściśnięte, rzeczy pogniecione.

Otwieram szafę i rzeczy szepcą „weź mnie”. Właśnie otworzyłam szafę pełną skarbów.

Zawsze mam

To różne doświadczenia, prawda? Obfitość ma różne oblicza. I może słyszymy tyle o obfitości, że aż trochę jej za dużo – taki paradoks. Przeciążenie i opływanie. Nie lubię tego, co mam i cieszy mnie to, co mam. Nawet kiedy nie mam co na siebie włożyć, coś mam. Szafa pełna – wspólny mianownik. Nawet nie chodzi mi o minimalizm. Chodzi mi o to, jak się czuję z tym, co mam. A nawet nie czuję, tylko jaka jest relacja. Albo brzmienie między mną i tym, co moje.

Szafa pełna skarbów

szafa pełna skarbówJedna z pierwszych myśli, które miałam po mojej własnej analizie: wolę to niż ubrania, które mogłabym za te pieniądze kupić. Mam odkrycie, mam klucz. Mam sposób na szafę pełną skarbów. Wiem, jak te skarby znaleźć w szafie, którą już mam. Tak jakby wiedza o sobie odkryła mi to, że skarby w ogóle istnieją. Pośród kolekcji przedmiotów określanych różnymi kategoriami (rzeczy po domu, prezenty od mamy, udane zakupy, rzeczy eleganckie, rzeczy casual) zjawiła się kategoria rzeczy zgodnych ze mną, z kolorystyką wpisaną w moje ciało. Perełki nowego typu.

One nie są potrzebne, żeby przeżyć, żeby się „jakoś” ubrać. Można ich nawet nie zauważyć, gdy się je ma. Można je tak zwyczajnie lubić, a potem kupić podobny zamiennik w trochę mocniejszym kolorze (bo taki ładny na wieszaku) i nie wiedzieć, dlaczego ten zamiennik już nie jest tak ulubiony. Można nawet nie czuć się w nich jakoś wybitnie. Tylko tak po prostu wszystko ok, w porządku, lubię siebie w tych rzeczach.

Tak zwyczajnie?

Ubrania zgodne ze mną mogą nie przynieść komplementów – bo ta spódnica nie wybija się przede mnie i nie jest aż tak na pierwszym planie. Rzeczy zgodne ze mną nie grają pierwszych skrzypiec ani też nie zostają w tyle. Działają jak wizualny kręgosłup. Wyglądam na trochę wyższą, trochę bardziej proporcjonalną, po prostu na siebie. Głowa nie jest za duża (kiedy ubranie jest za mało intensywne) ani za mała (kiedy to ubranie bardziej przyciąga oko). Mam wyraźne rysy, wyraźne oczy, widać mój wyraz twarzy i jej rzeźbę (w nie-moich kolorach twarz może być jak płaski talerzyk).  Wydarza się obfitość mnie.

I chyba właśnie tego tak naprawdę chcę.

O co tu chodzi?

światło w szafieJeśli jestem miejscem, gdzie mieszka mój duch… Jeśli w mojej twarzy i oczach wyraża się nieskończoność… Jeśli jestem żywym człowiekiem, jednym z wielu ludzi mieszkających na tej planecie i jednocześnie niepowtarzalnym… Jeśli dzięki temu, że mnie widać, komuś (bliskiemu) będzie łatwiej do mnie mówić… Jeśli dzięki temu, że mnie widać, ktoś zrozumie, że chodzi mi o porozumienie, o żart i wspólny śmiech, i o bycie razem…

Mój mąż w nie-swoich kolorach wygląda inaczej niż w swoich. A ja jestem wrażliwcem. Kiedy założy swój kolor, widzę człowieka, który spokojnie zajmuje swoje miejsce. Jego obecność nie jest skurczona ani szalona, ani wycofująca się. Wiem, że to są tylko efekty optyczne (głowa za duża do ciała, duży ładunek ciemności w twarzy ponad słodką pastelową koszulą). A i tak to na mnie działa. Wiem, że wygląd jest tylko jednym z elementów. I nadal lubię, kiedy go widzę w jego własnym kolorystycznym majestacie.

Doświadczenia z kolorami

Moje historia z analizą kolorystyczną zaczęła się od przeczytania, że z nami wszystko jest dobrze. Że każdy z nas jest piękny i nie potrzebuje w sobie niczego przerabiać. Jedyna rzecz do zmiany to to, co na siebie nakładamy. 

Analiza jest dziwna. Bo z jednej strony jest praktyczna i namacalna. Z drugiej można powiedzieć słowami jednej klientki, że to doświadczenie transcendentne – bo widzisz coś więcej: siebie w różnych wersjach. Widzisz, jak bardzo się zmieniasz w zależności od tego, co na siebie nakładasz.

Doświadczenie patrzenia na siebie w trakcie analizy jest porównywaniem. Ja w tym kolorze i ja w innym kolorze. Każdą wersję siebie można ukochać. I jest taka wersja, którą chcemy sobie i innym dać.

Zapraszam.

A czego Ty tak naprawdę chcesz?

Zdjęcia do wpisu: Ron Lach, Eslam Mohammed Abdelmaksoud  i Liana Tril’ z Pexels.

Czytaj dalej...

Ten post nawiązuje do serii: Dla kogo jest analiza kolorystyczna, a dla kogo nie?

Natomiast o 12 typach urody możesz przeczytać tu:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *