Wygląd po analizie kolorystycznej

Siedząc naprzeciwko mojej nauczycielki analizy kolorystycznej, zastanawiałam się, gdzie w jej wyglądzie widać wiek. Trochę wstyd się przyznać, że w letnie popołudnie czekając na kelnerkę, czytając menu i rozmawiając z Christine o sprawach, które nas zajmowały, patrzyłam uważnie na twarz, włosy, szyję, ręce mojej mentorki. Pośród wielu myśli była właśnie ta: jej wygląd nic nie mówi, nie widać wieku. Nie widać, chociaż przecież wiem, że Christine Scaman zbliża się do sześćdziesiątki. Mówi ona o tym zupełnie otwarcie.

Wygląd - taki, że nie da się nic powiedzieć

Jest taka scena w Skandalu w dzielnicy Belgravia, kiedy Sherlock Holmes patrzy na Irene Adler i ma wrażenie, że stracił swoje umiejętności detektywistyczne. Szybko patrzy na Watsona i – jak zawsze – zauważa całe mnóstwo szczegółów, jak zwykle trochę zawstydzających. Ale o Irene nie potrafi powiedzieć nic. Widzi kobietę. Kropka.

Uśmiecham się ciepło porównując te dwie sceny, bo oczywiście Christine Scaman miała na sobie prostą bluzkę w granatowo-białe paski, a nie strój do zadań specjalnych. A ja nie mam żadnych ambicji detektywistycznych. Bardziej interesuje mnie ta sytuacja, kiedy nic się nie da powiedzieć. Bo co to właściwie znaczy?

Dekoracja bocznej ściany restauracji w Charlottetown

Gdy nie widać, zaczynamy pytać inaczej

To szczegółowe pytanie o wiek jest jednym z wielu, na pewno nie pierwszym, nie najważniejszym z tych, które przelatują przez głowę. Jest całkiem naturalne, łączy się z pytaniem: kim jest ta osoba w relacji do mnie? Kim może być? Przewodnikiem, partnerem w dyskusji, kimś, kto pyta, kto odpowiada? To, czy ktoś jest od nas (znacząco) starszy, czy młodszy, pozostaje jedną z podstawowych, choć nie decydujących informacji.

Z tonu głosu, z treści wypowiedzi, z mądrości i głębi przemyśleń możemy zgadywać wiek, który jednak nie staje się tu wcale pierwszym tematem i wścibskim pytaniem. Raczej chodzi o pytanie, jak wygląda życie tej osoby, jakie ma doświadczenie, ile lat intensywnego myślenia o sobie i o świecie stoi za tym niepowtarzalnym spotkaniem z kimś, kto właśnie na nas patrzy i mówi do nas. Tak właśnie się czułam, siedząc naprzeciwko Christine przy metalowym, restauracyjnym stoliku wystawionym na chodnik spokojnej ulicy w Charlottetown.

Jak ona buduje swój wygląd?

wygląd kwiatów na Wyspie Księcia Edwarda - fuksja i zieleń

3 lipca na Wyspie Księcia Edwarda nie musi być upalnym dniem: było dużo światła: słoneczny dzień w nadmorskim klimacie umiarkowanym. Christine, nie mając okularów przeciwsłonecznych, usiadła tyłem do słońca. Patrzyłam, trochę mrużąc oczy, na krótkie, raczej ciemne włosy. Kto zdoła opisać kolor naturalnych włosów rozświetlonych słońcem? Wielobarwnych, wielowarstwowych, przetykanych czymś, co można zinterpretować jako srebrne nitki albo refleksy słoneczne. Jeśli mam nazwać całość jak najprościej, wahając się, powiem szatynka.

Christine na co dzień nosi najprostszy makijaż. Podkład, który wygląda jak skóra, podkreślenie oczu, szminka. Można go zupełnie nie zauważyć, gdyby nie to, że jest tak dobry. Dość ciemna szminka nie sugeruje fascynacji wyglądem kobiety-wampa ani jakimś trendem. Kolor jest wysmakowany, elegancki, na miejscu. Bardzo prosty strój. Granatowo-białe, pionowe paski na koszulowej bluzce. Kolczyki.

Jest wyraźna. Wygląd nie jest krzykliwy, nie wybija się w sposób, który przymusza do spojrzenia. Ale raz ją zauważywszy, tak dobrze jest zatrzymać wzrok na uroczej postaci, która należy do żywej, mocnej, dorosłej kobiety. Wyraźne ciemnoniebieskie oczy, wyraźny obrys ust, wyraźnie zarysowany kształt głowy, policzków. Jest charakterna. Ale bez przerysowania.

Szczupła, drobna, wysportowana w porównaniu do większości ludzi, sama w sobie Christine jest taka, jak powinna być. Śmiejemy się obie, mówiąc o sobie „raczej niższego wzrostu”, ale nie życzyłabym sobie, żeby była wyższa. Niczego jej nie brakuje. Natomiast niewłaściwy kolor może czasem w znaczący sposób nas pomniejszyć, jakoś skurczyć. Zwłaszcza gdy dominuje ciemnością nad naszą naturalną kolorystyką. Odczucie jest takie, jakby ktoś się nagle skurczył, zgarbił, stał się lekko „przykurzony”, zwiądł jak kwiat.

Wygląd po analizie kolorystycznej

We właściwym kolorze osoba uzyskuje swoje właściwe wymiary, zajmuje przestrzeń w sposób konkretny i znaczący. Nie przesadny. Wrażenie jest takie, jakby się ktoś wyprostował, zaczął głęboko oddychać. I działa to u każdego. Moja mama jest o pięć centymetrów wyższa we właściwej apaszce. Oczywiście to złudzenie optyczne, zawsze mamy ten sam, właściwy nam wzrost, ale jak on wygląda dla innych to już inna sprawa.

Kiedy moja bratanica zakłada swoje kolory, w miejscu dorastającej piętnastolatki zjawia się młoda interesująca kobieta, obserwująca, myśląca, żywo reagująca na świat. Wyraźne, jak wykonturowane policzki. Szczery, niezwykły uśmiech. Jak gdyby ktoś wyregulował obraz. Jakby ktoś ustawił najlepszą ostrość na aparacie fotograficznym. Jakbyśmy dostali dobrze dobrane okulary.

Tak, przyznaję, tytuł jest trochę mylący. Sama analiza kolorystyczna nie zmienia nas. Ona tylko daje narzędzie zbudowania niezwykłego wyglądu na naszych własnych warunkach, wedle własnego pomysłu. To tak, jak w dzieciństwie dostawaliśmy kredki: ostateczny obraz zawsze zależał od nas. Tu dostajemy precyzyjnie określone zakresy kolorów, które nam służą. Malowanie i komponowanie to nasze własne dzieło. Christine Scaman komponuje siebie wręcz minimalistycznie. Każdy kto ją zna, twierdzi, że wygląda fabulous – rewelacyjnie.

Nie dotyczy to tylko międzynarodowego autorytetu w dziedzinie barw i pigmentacji ludzkiej. Wygląd zmienia się już pierwszego dnia po analizie kolorystycznej. Nawet jeśli mamy tylko walizkę ubrań do dyspozycji – albo nawet tylko bagaż podręczny – możemy wybrać coś lepszego, inaczej przedstawić siebie światu. A czas pracuje na naszą korzyść. Coraz więcej elementów zaczyna grać, nasze wybory stają się coraz lepsze. I nasz wygląd rzeczywiście staje się jak wino.

Każdy, kto nosi swoje kolory, po prostu robi wrażenie

  • Widać osobę. Nie jakieś fakty o niej, np. wiek, zawód, itp. Widać jej esencję: indywidualność, smak, urok. Atmosferę. Oddziaływanie. Jej jedyny na tym świecie rodzaj inteligencji i wdzięku. Jej potencjał. Warto pamiętać, że 'jej’ odnosi się do osoby, zatem chodzi także o mężczyznę i jego niepowtarzalną aurę.
  • Najbardziej widać oczy.  Nie oznacza to, że inne rysy twarzy zanikają. Przeciwnie jest w tym obrazie harmonia, zatem wszystko ma swój glos. Oczy są osadzone w trójwymiarowej twarzy. Widać piękną skórę. Kolor ust. Ale nic nie dominuje nad oczami. Czyli nie zasłania nam widoku, nie przeszkadza w kontakcie.
  • Jest kimś z planety Ziemia. Nie jest zjawą. Kimś trochę rozmazanym i wymiętym. Co więcej, ma w sobie niewymuszoną elegancję. Taką, jaką posiadają zwierzęta i rośliny, i inne zjawiska na tej planecie. Kot. Tulipan. Egzotyczna plaża. Chmurne niebo. Zimowy zachód słońca.
  • Znów powtórzę: po prostu ją widać. Osoba nosząca swoje kolory nie wtapia się w tłum, ścianę, otoczenie. Nie jest spowita w pelerynę niewidkę. Łatwo jej nawiązać kontakt ze sprzedawcą, sąsiadką, koleżanką z pracy, z publicznością, szefem. Łatwo jej słuchać. Łatwo zauważyć, że coś chce powiedzieć. Łatwo do niej mówić.
  • Łatwo ją zapamiętać. Jest charakterystyczna. Nie rozpoznajemy jej po jakimś szczególe (nie chodzi o efekt pani w oszałamiająco żółtej sukience, kiedy pamiętamy tylko sukienkę). Pamiętamy raczej tę osobę jak żołnierz, który tęsknił za swoją dziewczyną, choć nie potrafił podać koloru jej oczu. Zresztą czy słowo 'niebieski’ oddaje niesamowity kolor czyichkolwiek oczu?
  • Wygląda – jak to się mówi? – jak milion dolarów. Czy nawet trochę więcej: Jak ktoś o niezaprzeczalnej wartości. Na każdym poziomie. Także tym zwyczajnym i prostym: jak ktoś, kto jest/może być właścicielem znakomitego samochodu czy pięknego domu z ciekawym wnętrzem. Nikt z nas nie jest stworzony by wyglądać jak ubogi krewny czy nędza i rozpacz. Przeciwnie, choć może nigdy tego nie widzieliśmy, mamy w sobie godność rzymskiej cesarzowej, zdecydowanie rycerza, urok elfa, bogactwo greckiej bogini plonów i obfitości, wyniosłość orła albo wdzięk srebrnych dzwoneczków.
  • Wygląda jak ktoś, kto ma talent, energię i swoje własne przekonania. Innymi słowy: jak człowiek.

Bez przebieranki. Bez udawania. Bez aspirowania do bycia kimś innym.

Bądź sobą oznacza tu: wyglądaj tak, jak tylko Ty potrafisz.

Czerwone klify na Wyspie Księcia Edwarda - majestatyczny wygląd
Czerwone klify na północnym wybrzeżu Wyspy Księcia Edwarda

2 thoughts on “Wygląd po analizie kolorystycznej

  1. Jola says:

    Czy ja to moja twarz? Wiem, że oczy są promieniem duszy, a usta są drzwiami do innego człowieka. Zastanawiam się, czy moją tożsamość można określić za pomocą barwy? Wątpliwości wiele, ale kilkugodzinna analiza kolorystyczna przynajmniej ich nie powiększa. A wręcz przeciwnie 🙂
    Anna stara się być położną; pomaga, za pomocą różnych chust, wydobyć ze mnie to, co jest ukryte lub nieoczywiste. Opuszczam jej studio bogatsza o nowe doznania. Inspirujące doświadczenie.

    • Anna Kolorfocus says:

      Jolu, w Twoich ustach to brzmi brzemiennie – żeby pójść za metaforą położnej. Cieszę się bardzo z tej analizy. I pamiętam Twoje porównanie zmieniających się chust do żagli łopoczących na wietrze. W tej małej przestrzeni przed lustrem jest właściwie sporo miejsca i na patrzenie, i na myślenie.
      Czy ja i moja twarz mamy ze sobą coś wspólnego? Dla innych – to oczywiste. Dla nas samych nasz wygląd może być wskazówką do odkrycia siebie. Takiej mniej wymyślonej, takiej bardziej osadzonej w tym, co jest.
      Dziękuję

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *